
Duke University – Love Not at First Sight?
- Wysłane przez Avy College
- Kategorie Egzaminy, SAT, Studia w USA, Studia za granicą, Wywiady
- Data 6 lipca, 2026
Studia za granicą nie muszą być tylko marzeniem. Poznajcie historię Julii, która już niedługo rozpocznie naukę na wymarzonej uczelni.
Już niedługo rozpoczniesz studia na innym kontynencie – 7000 km od domu. Kiedy pojawił się u Ciebie pomysł studiów za granicą?
Pomysł studiowania za granicą pojawił się w pierwszej klasie liceum. Podczas rozmowy z przyjaciółką na jednej z przerw z ciekawości sprawdzałyśmy najlepsze uczelnie na świecie i stwierdziłyśmy, że koniecznie musimy tam iść. Po powrocie do domu bardziej zainteresowałam się tematem studiowania w Stanach. Przez kilka dni z zaangażowaniem czytałam wszystkie artykuły, opowieści innych Polaków studiujących za granicą oraz zapoznawałam się z wymaganiami. Jednak z czasem zaczęłam mieć coraz więcej obaw. Nie znałam nikogo, kto wcześniej aplikowałby na studia za granicę, a proces aplikowania do USA jest jednym z najbardziej skomplikowanych na świecie. Z każdym kolejnym artykułem o „holistic review”, testach standaryzowanych i opłatach aplikacyjnych czułam, że czytam o świecie, do którego nie mam żadnego wejścia.
Wydawało mi się, że to dla osób, które od dawna wiedzą, jak działa ten system, albo mają kogoś, kto już przez to przeszedł i może podpowiedzieć następny krok. Ja zaczynałam od zera, sama, z internetową wyszukiwarką jako jedynym przewodnikiem. Przez to pomysł ten zaczął coraz bardziej oddalać się od realnego planu.
Rok później usłyszałam o stypendium wspierającym uczniów i pojechałam na rejs mentoringowy. Tydzień spędzony na rozmowach z mentorami i rówieśnikami z takimi samymi marzeniami dodał mi sił i utwierdził mnie w przekonaniu, że studia za granicą mogą być czymś więcej niż niespełnionym marzeniem. Zaczęłam działać. Zaraz po rejsie zaaplikowałam o stypendium Avy College na kurs SAT. Wiedziałam, że aby moja aplikacja była mocna, muszę dobrze przygotować się do SAT, czyli amerykańskiego odpowiednika matury. Później wir ruszył już sam, a ja w pełni oddałam się przygotowaniom do aplikacji.
Jak wyglądał Twój proces przygotowania aplikacji?
Właściwie wszystko, co robiłam podczas nauki w liceum w pewnym stopniu można było nazwać przygotowaniem do aplikacji, jednak większość tych rzeczy robiłam jeszcze zanim wiedziałam, że będę składać dokumenty na zagraniczne uczelnie. Podstawą są dobre wyniki w szkole, choć same w sobie nie są czymś, co szczególnie wyróżnia. Raczej otwierają furtkę i pokazują, że jesteśmy gotowi na wymagający proces.
Kluczowe są aktywności pozaszkolne, bo to dzięki nim osoby oceniające aplikację mogą lepiej poznać nasze umiejętności, wartości i sposób działania.
Największą częścią przygotowań było więc uporządkowanie tego, co już robiłam, i zrozumienie, jak opowiedzieć o tym w aplikacji. Musiałam spojrzeć na swoje projekty, wolontariat, konkursy i zainteresowania nie jak na listę osiągnięć, ale jak na historię, która pokazuje moje wartości i kierunek rozwoju. To było trudniejsze, niż się wydaje, bo aplikacja do USA wymaga dużo autorefleksji. Nie wystarczy jedynie napisać, że coś się zrobiło. Trzeba jeszcze wyjaśnić, dlaczego to było ważne, czego mnie nauczyło i co mówi o tym, jaką osobą mogę być na kampusie.
Nieoceniona jest również współpraca z mentorem. Gdyby nie wsparcie, które otrzymałam, nie byłoby mnie tutaj. Miałam szczęście trafić na wspaniałych ludzi, z Ewą, Olą i panią Pauliną na czele, którzy bardzo mi pomogli. Dzięki stypendium Avy College mogłam przygotowywać się do egzaminu SAT pod okiem prawdziwych profesjonalistek.
Z czasem aplikacja stała się trochę drugim etatem po szkole. Trzeba było jednocześnie utrzymywać wysokie oceny, przygotowywać się do egzaminów, rozwijać projekty, wybierać uczelnie, pisać eseje, tłumaczyć dokumenty i pilnować deadlinów. Najtrudniejsze nie było nawet jedno konkretne zadanie, ale to, że wszystko działo się naraz. Uczyłam się więc planować z dużym wyprzedzeniem, dzielić większe rzeczy na małe kroki i akceptować to, że nie każdy esej wyjdzie dobrze od razu.

Do jakich egzaminów się przygotowywałaś?
Wspomniałam już, że przygotowanie do SAT było ważnym elementem mojej aplikacji. Jako uczennica międzynarodowa ubiegająca się o financial aid, potrzebowałam każdego możliwego atutu, a dobry wynik SAT mógł zrobić realną różnicę. Dzięki stypendium Avy College przygotowywałam się do niego pod okiem lektorów z wieloletnim doświadczeniem, co dało mi strukturę i pewność, że pracuję nad właściwymi rzeczami, a nie błądzę po internecie w poszukiwaniu materiałów.
Poza SAT musiałam też zdać egzamin językowy, który potwierdza znajomość angielskiego na poziomie wystarczającym do studiowania. Wybrałam Duolingo English Test. Dla mnie był to dobry wybór: był tańszy od innych egzaminów, wynik dostałam szybko i mogłam napisać go na komputerze w domu.
Na jakie uczelnie aplikowałaś? Jakie uczelnie były w Twoim top 3?
Aplikowałam na około 20 uczelni. Byłam świadoma, że dostanie się do USA przy obecnych nastrojach politycznych oraz potrzebie stypendium będzie dużym wyzwaniem, więc chciałam zaaplikować na możliwie jak największą liczbę uczelni, żeby zwiększyć swoje szanse otrzymania pozytywnej oferty od uczelni. Przy tworzeniu listy uniwersytetów bardzo ważne były dla mnie możliwości uzyskania wsparcia finansowego, bo bez stypendium studia w Stanach Zjednoczonych nie byłyby dla mnie realne.
Jednocześnie nie patrzyłam tylko na rankingi i ofertę akademicką. Bardzo ważna była dla mnie również ta mniej formalna część uczelni: atmosfera kampusu, tradycje i kultura szkoły. Rankingi nie są w stanie w pełni tego oddać.
Nie miałam jednej uczelni, na którą stawiałam wszystko, choć moim wymarzonym wyborem był Brown University. Przyciągała mnie przede wszystkim wolność, jaką oferuje ta uczelnia, brak core curriculum i cała kultura szkoły, która wydawała mi się bardzo zgodna z tym, jak chciałabym studiować i rozwijać się przez kolejne lata. Bardzo podobała mi się także oferta Northwestern i Columbii. Myślę, że przyciągały mnie duże miasta i możliwości, które dają, zwłaszcza kontakt z ludźmi, wydarzeniami i ciekawymi ścieżkami rozwoju.
Z czasem coraz ważniejsze miejsce na mojej liście zajmował Duke University. Nie była to uczelnia, o której myślałam od początku, ale im lepiej poznawałam jej ofertę, tym bardziej widziałam, że jej wartości i możliwości są spójne z tym, czego szukałam. Szczególnie przyciągnął mnie silny school spirit, czyli poczucie wspólnoty, zaangażowanie studentów i energia szkoły, której nie da się podrobić. Jestem ogromnie wdzięczna, że będę miała okazję uczyć się właśnie tam i przeżyć “campus experience”, o którym jeszcze niedawno tylko marzyłam.
Co było najtrudniejszym aspektem całego procesu aplikacyjnego?
Może trochę nieoczywistym, trudnym aspektem był fakt lekkiej alienacji. Moi znajomi ze szkoły nie wiedzieli, z czym się mierzę. Nie rozumieli moich frustracji związanych z tłumaczeniem dokumentów i dopinaniem wszystkich formalności. Czułam się trochę tak, jakbym żyła bardziej życiem szkolnym amerykańskiego ucznia niż polskiego. Na szczęście mam przyjaciółkę, z którą wspólnie aplikowałyśmy i razem przeszłyśmy przez ten wymagający proces aplikacyjny.
Moim zdaniem bardzo pomaga mieć obok siebie drugą osobę, która również aplikuje za granicę. Nikt tak dobrze nie zrozumie waszych wywodów na temat financial aid ani ekscytacji każdą kolejną szkołą, do której aplikujecie.
Na jakiej uczelni będziesz studiować i na jakim kierunku?
W sierpniu rozpocznę naukę na Duke Kunshan University na kierunku Applied Mathematics and Computational Sciences with Track in Computer Science.
Zabawną historią jest fakt, że na początku nie rozważałam aplikowania na Duke University. Z jakiegoś powodu koszykówka, z której najbardziej znana jest uczelnia, mnie nie przekonywała. Z perspektywy czasu myślę, że to było przeznaczenie, w końcu moje dwie cudowne mentorki były z Duke.
Czy z perspektywy czasu inaczej pokierowałabyś aplikacją? Czy jest coś, co chciałabyś zmienić? Jakie wskazówki możesz dać uczniom marzącym o studiach za granicą?
Zdecydowanie zaczęłabym przygotowania wcześniej. Myślę, że liceum warto wybierać już z myślą o przyszłych studiach za granicą – to, jakie możliwości daje nam szkoła i jaki może mieć wpływ na nasz rozwój będzie wartościowym elementem przygotowania aplikacji. Przy wyborze liceum można również rozważyć program IB albo aplikowanie do programów takich jak UWC czy FLEX. Szczególnie dwa pierwsze dają możliwość otaczania się ludźmi, którzy mają podobne plany i również myślą o studiach międzynarodowych. Dodatkowo system ocen i egzaminy IB są lepiej rozumiane przez amerykańskie uczelnie. Wynik końcowy przedstawiany jest w międzynarodowej skali punktowej, więc uczelniom łatwiej porównać kandydatów z różnych krajów. Ja niestety nie wiedziałam wtedy o takich możliwościach i programach. Niemniej jednak, będąc w klasie z polskim programem nauczania miałam czas na tworzenie aplikacyjnego portfolio oraz poszerzanie mojej listy aktywności.
Wcześniej napisałabym też egzamin SAT, najpóźniej pod koniec trzeciej klasy, żeby wakacje i pierwszy semestr czwartej klasy móc w pełni poświęcić przygotowaniu aplikacji. U mnie te dwa procesy nałożyły się na siebie: rano uczyłam się słownictwa do SAT, wieczorem pisałam eseje albo szukałam kolejnej uczelni do listy. To sprawiało, że cały czas musiałam przeskakiwać między dwoma bardzo wymagającymi zadaniami, zamiast przejść przez nie spokojnie, jedno po drugim. Nie zamieniłabym jednak ani jednej minuty poświęconej na przygotowanie aplikacji – to właśnie dzięki ciężkiej pracy i dodatkowym wsparciu w końcu spełnię swoje marzenia o studiach za granicą.
Dziękujemy Julio za rozmowę i żczymy samych sukcesów na nowej drodze!
Może Ci się spodobać
Jak (nie) dostać się na Harvard?

