
Duński hygge? Talerzyk kopenhaski? A może po prostu a bit of peace? Hej Danmark!
- Wysłane przez Avy College
- Kategorie Studia za granicą
- Data 15 marca, 2026
Moment, w którym wybierałem uczelnię był jednym z najbardziej stresujących w moim życiu. Zupełnie inny system aplikacji, gdzie wszystko odbywa się na optagelse.dk, inne wymaganie i inne podejście do studenta. A kiedy już dostałem się do Danii – zaczęła się druga przygoda: formalności.
Proces imigracyjny, CPR, bank, dokumenty – Dania jest bardzo restrykcyjna, jeśli chodzi o przepisy. Moja pierwsza podróż do SIRI w Aarhus – urzędu imigracyjnego, gdzie z zaświadczeniem z uniwersytetu o studiach i umową wynajmu mieszkania rejestrujesz się w duńskich systemach. Dzięki pomocy uczelni wszystko przeszło bardzo sprawnie. Po ukończeniu rejestracji w SIRI udałem się do urzędu gminy, gdzie po potwierdzeniu został mi nadany duński CPR (odpowiednik naszego PESEL-u) oraz MitID – taki profil zaufany. Dania jest restrykcyjna, ale jednocześnie… nadzwyczaj cyfrowa. Wszystko załatwia się przez wspomniany MitID. Logujesz się i masz podatki, bank, umowy, pocztę urzędową, czy nawet oceny z egzaminu! Numer CPR to 8 cyfr, ale za nimi kryje się dużo więcej – to Twoje wszystko! Pod tym numerem kryje się – od Twojego NemKonto aż po zdjęcie. Wpisujesz numer CPR i system praktycznie „wie o Tobie wszystko”. Trochę cyberpunk, ale na pewno wygoda życia.
Pierwsze wrażenia? – Værsgo!
W Danii najbardziej podoba mi się spokój i bardzo mili ludzie.
Duńczycy może na pierwszy rzut oka są zamknięci, ale jak już Cię poznają, to zrobią wszystko, żeby pomóc. Bardzo łatwo odróżnisz choćby w recepcji hotelowej rodowitego Duńczyka od przyjezdnego. (hint: ci uśmiechnięci to rodowici). Czy to w urzędzie, czy na siłowni, zobaczysz, że każdy będzie się starać, abyś Danię odebrał jak najlepiej. Sytuacja z życia wzięta: poszedłem zapisać się na siłownię, zacząłem rozmawiać z panią recepcjonistką, że jestem tu od niedawna, że szukam pracy, aby dostać SU (o tym za chwilę), a jej reakcja była niesamowita, w sekundę pokazała mi strony, na której znajdę pracę, popytała znajomych, a nawet powiedziała, że mogę po prostu przyjść pracować do niej, jeśli jestem chętny. Przypadkowa osoba, której w zasadzie nic do Twojego życia pomaga, bo po prostu chciała. To jest coś, co bardzo doceniam w Duńczykach.
Ich zdrowa miłość do kraju i otwarta duma z niego to coś, co bardzo trudno dostrzec w niektórych krajach; tutaj natomiast duma ma zupełnie inne znaczenie. Czy wiesz, że Duńczycy podczas jakichkolwiek imprez, nawet urodzin, wywieszają swoje flagi? Podążając tą ideą, obchodząc urodziny mojego włoskiego przyjaciela Lorenzo sami urządziliśmy imprezę w tym stylu:
Tanti auguri Lore!
W Danii jest dość proste podejście, jeśli chodzi o imigrantów – nawet takich, jak my: jeśli jesteś „dobrym imigrantem”, próbujesz się adaptować, pracujesz i nie żyjesz kosztem państwa – Dania Cię wspiera. I to czuć! Duńczycy, przede wszystkim starsi, bardzo doceniają Ciebie nawet, gdy uczysz się duńskiego i wtrącasz duńskie słówka – widzą, że system działa i z tego są bardzo szczęśliwi.
Na kierunkach anglojęzycznych jest mieszanka ludzi z całego świata. Dla przykładu na moim kierunku jest dużo Słowaków, Włochów czy choćby Węgrów, ale nie można też zapomnieć o przemiłych ludziach z Kanady czy Wenezueli. Bardzo podoba mi się to, że łączy nas wspólny cel, integracja i dobre wykształcenie, a co za tym idzie – otwarta droga na resztę świata.
Dzięki zróżnicowaniu kulturowemu nawet na takich zajęciach jak makroekonomia porównujemy realne modele gospodarcze naszych krajów. Wtedy zauważam, że Duński system edukacji to nie tylko teoria z książki, ale prawdziwe przykłady z życia wzięte.
Optagelse? Kolejny duński keyboard smash? Co to?
Aktualnie studiuję Economics and Business Administration na Aarhus University na kampusie w Herning. I nie, Herning i Aarhus to nie to samo! Dwa miasta położone od siebie w odległości około 100km.
Na początku chciałem iść na CBS – Copenhagen Business School. AU było moim drugim wyborem. Niestety przez polsko-duńską biurokrację i terminy dokumentów wydawane przez polskie instytucje, nie zdążyłem załączyć wymaganego Świadectwa Dojrzałości w terminie. Różnica jednego dnia, a bardzo kluczowa w całej aplikacji. Niestety polskie OKE wydaje świadectwa 8.07, a zamknięcie systemu Optagelse do aplikacji to 7.07. OKE w Polsce od zeszłego roku wydaje informację o wynikach egzaminu maturalnego wcześniej, co umożliwia aplikantom do krajów nordyckich bezproblemowe przejście ścieżki aplikacyjnej. O to jednak trzeba zgłosić się do OKE z należytym wyprzedzeniem. CBS bardzo restrykcyjnie trzyma się opisów dokumentów i mimo, że zawierają te same informacje, inny dokument niż „Świadectwo Dojrzałości” nie zostanie zaakceptowany.
W Danii aplikacja odbywa się w dwóch „kwotach”:
Quota 1 – skupia się na Twojej średniej ocen, czyli ogólnie GPA przeliczone na duńską 7-stopniową skalę ocen. W zależności od uczelni, wymagania odnośnie GPA się różnią, dlatego zawsze warto sprawdzić stronę danego kierunku.
Quota 2 – skupia się jednak na Twoim doświadczeniu, wolontariacie, pracy a przede wszystkim motywacji. Stąd trzeba przedstawić siebie w jak najlepszym świetle i jaki masz plan na siebie zawierając wszystko w swoim liście motywacyjnym.
I naprawdę, patrzą na Ciebie jak na człowieka, nie jak na numer w tabelce.
Najbardziej istotne w aplikacji jest:
- dopilnowanie terminów z OKE,
- przetłumaczenie wszystkich dokumentów przysięgle,
- policzenie godzin przedmiotów,
- poprawne wypełnienie Optagelse (o tym za chwilę)
- poproszenie o percentyle wnioskując do OKE.
( i czasem – niemożliwe staje się możliwe;)
Rekrutacja na studia w Danii odbywa się przez jeden, centralny system – Optagelse.dk. To platforma, na której składa się wszystkie aplikacje, niezależnie od uczelni czy kierunku. W jednym miejscu dodaje się świadectwa, tłumaczenia przysięgłe, oceny, dokumenty oraz ustala kolejność wybranych programów.
Dzięki temu nie trzeba wysyłać papierów osobno do każdej szkoły – wszystko załatwia się online, z jednego konta.
Jednocześnie system jest bardzo precyzyjny i nie zostawia miejsca na błędy. Terminy są nieprzekraczalne, a brak nawet jednego dokumentu może sprawić, że aplikacja nie zostanie rozpatrzona. Dlatego warto przygotować wszystkie zaświadczenia i tłumaczenia z wyprzedzeniem, żeby uniknąć niepotrzebnego stresu.
A życie i koszty?
W Herning wynajem wynosi około 4-5 tys. koron duńskich. Moje 53 m2 w centrum miasta kosztuje około 5200 DKK, nie wliczając rachunków za prąd, które naprawdę potrafią płatać figle. Fun fact: moje mieszkanie dzięki duńskiemu zrównoważonemu podejściu do środowiska jest zasilane w 92% energią wiatrową a w 8% ze słońca. Ach ci Duńczycy:)!
Przeprowadzając się, z moimi rodzicami przewieźliśmy wszystkie meble z Polski. Bus poutykany meblami po sam sufit, a mój samochód masę dozwoloną przekroczył na pewno ze trzy razy. Trasę rozbiliśmy na dwa dni, wyjeżdżając z Konina dojechaliśmy do Kilonii, skąd następnego dnia z samego rana wyruszyliśmy do Herning. Jeszcze tego samego dnia skręciliśmy wszystkie meble – nordycki vibe (wiadomo IKEA;).

W Danii, szczególnie w większym mieście jest dość drogo, ale:
- możesz wnioskować o SU (Statens Uddannelsestøtte, jeśli pracujesz min. 11h tygodniowo)
To po prostu państwowe stypendium dla studentów. Jeśli jesteś z UE i pracujesz minimum 11 godzin tygodniowo, możesz je dostawać tak samo jak Duńczycy. To kilka tysięcy koron miesięcznie – realnie pieniądze, z których możesz opłacić część czynszu albo jedzenie.
Ale jak wszędzie, gdzieś jest haczyk…
Aby otrzymać wsparcie finansowe od państwa, musisz utrzymać status „EU worker”. Czyli pracować ciągle, bez przerw, szczególnie przez pierwszych 10 tygodni. Jeśli przestaniesz pracować lub masz za mało godzin, urząd może cofnąć Twoje SU, a nawet kazać zwrócić wszystkie otrzymane środki. Więc trzeba pilnować godzin, a comiesięczne ok. 6000 DKK możesz zaoszczędzić na dalszy okres edukacji lub wydać na duńskie outfity:)
- Boligstøtte
To dopłata do mieszkania. Państwo dosłownie dopłaca do czynszu, jeśli spełnisz kryteria dochodowe i metrażowe. Nie są to jakieś kosmiczne kwoty, ale nawet kilkaset koron miesięcznie spada z nieba, to zawsze coś!
- Wsparcie od rodziców
Na początek na pewno jest konieczne, ale po niedługim czasie naprawdę możesz zacząć żyć ze swoich środków.
Ja osobiście pracowałem zmywając naczynia, aktualnie sprzątam arenę po dużych eventach sportowych. Niemniej jednak, ponieważ jest to praca trochę dorywcza cały czas szukam miejsca gdzieś indziej.
Bardzo ważnym jest, żeby mieć duńskie konto. Czynsz za mieszkanie czy rachunki jest pobierany przez tzw. Betalingsservice, a świadczenia wypłacane na Twoje NemKonto.
- NemKonto
To Twoje „oficjalne konto państwowe”.
Każda osoba w Danii musi wskazać jedno konto bankowe jako NemKonto. I właśnie tam:
- wpada SU
- wpadaboligstøtte
- zwroty podatku
- jakiekolwiek pieniądze od państwa
Bez NemKonto nic nie dostaniesz. Dlatego założenie duńskiego konta w banku to absolutny must-have.
- Betalingsservice
To auto-opłaty.
Ustawiasz rachunki (czynsz, prąd, internet), a należność sama schodzi z konta co miesiąc. Nie robisz przelewów, nie pamiętasz o terminach. Wszystko dzieje się automatycznie.
I szczerze? Po czasie człowiek się do tego przyzwyczaja.
Przeprowadzając się do Danii pamiętaj, że zmieniasz rezydencję podatkową, a takową musisz zgłosić z kolei w polskim banku, aby uniknąć jakichkolwiek problemów w przyszłości.
No okej, a jak wygląda nauka?
Duński system edukacji bardzo różni się od polskiego, pod każdym względem – zaczynając od architektury uniwersytetów kończąc na wykładowcach i ich chęci pomocy.
Na moim kierunku bardzo duży nacisk kładzie się na projekty, pracę w grupach i prezentacje.
Już w pierwszym semestrze mieliśmy dwa duże projekty oprócz zajęć z matematyki i ekonomii. Pierwszy przedmiot projektowy to „Project Management and Team Leadership”. W nim wpierw zaczęliśmy poznawać tajniki pracy w grupach, mieliśmy głównie omówić transformację firmy Oticon z organizacji bardzo hierarchicznej do bardzo projektowego podejścia do pracy, gdzie każdy team jest sobie równy. To w zasadzie pokazuje, jak tak naprawdę Duńczycy pracują. Nasza praca skupiała się głównie na zauważeniu też, jak tworzyć grupy. Złota zasada Carstena – naszego profesora – „nigdy nie pracujcie z przyjaciółmi”. Nie słuchając go, nasz projekt miał wiele peturbacji, natomiast finalnie dzięki postawieniu na człowieka i emocje, projekt udało się doprowadzić do sukcesu.
Możliwość współpracy z ludźmi, prezentowanie swoich pomysłów i bliskość wszystkich członków grupy, to coś, czego w polskim systemie edukacji wcześniej nie doświadczyłem.
Bardzo zaskoczyło mnie też podejście wykładowców. Przykład z życia: kiedyś spóźniłem się na zajęcia z Project Management and Team Leadership. Wszedłem do sali, usiadłem z tyłu i – szczerze mówiąc – zamiast słuchać wykładu, surfowałem po sieci. W pewnym momencie pojawił się za mną profesor Carsten.
W Polsce pewnie spodziewałbym się reprymendy. A tutaj było zupełnie inaczej. Carsten zapytał z uśmiechem: „Nie słuchasz, prawda?”
Przyznałem się, że faktycznie trochę odpłynąłem. Profesor tylko się zaśmiał, usiadł obok mnie i zaczął opowiadać historię projektu Sydney Opera House i o tym, jak ogromnym „projektem-katastrofą” była na samym początku. Z rozmowy zrobiła się ciekawa dyskusja o zarządzaniu projektami i błędach w planowaniu oraz w podejściach osób zarządzających.
I wtedy zrozumiałem jedną rzecz: tutaj zamiast Cię zbesztać za brak uwagi, próbują Cię zainteresować tematem.
Od tego momentu zacząłem zupełnie inaczej podchodzić do zajęć.
Na przedmiocie Business Development Project mieliśmy okazję współpracować z duńską firmą Bang & Olufsen, gdzie po wizycie w głównej siedzibie firmy w Struer mieliśmy okazję zajrzeć do biur. Co ciekawe, tam również zaskoczył mnie jeden wielki open-space, gdzie każdy mógł się komunikować, ale jednocześnie pracować w harmonii. Projekt, nad którym pracowaliśmy miał ulepszyć relacje B&O z klientami, a nasz projekt może zostać wykorzystany w marce, co ma ją wspomóc w rozwoju. To uwielbiam w edukacji tutaj, uczysz się na czyichś błędach, a następnie pomagasz rozwiązać powstałe z tego problemy.
A co po zajęciach?
Życie studenckie jest tutaj dość aktywne.
Często spotykamy się ze znajomymi, gotujemy razem obiady, rozmawiamy i poznajemy nawzajem swoje kuchnie narodowe. To świetny sposób na integrację – każdy przynosi coś ze swojego kraju. Ja dzięki polskiemu sklepowi „Delicja” mam dostęp do wielu polskich produktów, więc czasem próbuję odtworzyć smak obiadów mojej babci.
Na uczelni działa też Student House, gdzie regularnie odbywają się tematyczne imprezy studenckie. Dużo czasu spędzam też aktywnie – chodzę na siłownię, jeżdżę rowerem i podróżuję samochodem po Królestwie Danii. Ten kraj jest naprawdę piękny, cichy i bardzo zadbany!
Jeśli chodzi o podróże do Polski, połączenia są bardzowygodne. Tanie linie latają z Jutlandii do Gdańska i Katowic. Ja natomiast, mając najbliżej do lotniska w Billund najczęściej latam Polskimi Liniami Lotniczymi LOT, bo godziny wylotów są dla mnie najbardziej komfortowe. Czasem trzeba zrobić przesiadkę w Warszawie.
A jeśli ktoś narzeka na polskie PKP, to polecam spróbować duńskich kolei DSB. Tutaj opóźnienia to standard, już nie mówiąc o odwołaniach pociągów na 10 minut przed odjazdem. Ale co tu więcej mówić – Duńczycy mają do tego po prostu dużo więcej dystansu.
A jakie uczelnie wybrać?
Dania oferuje naprawdę szeroki wybór studiów w języku angielskim, szczególnie na kierunkach biznesowych, technicznych czy związanych z IT. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych uczelni jest Copenhagen Business School, która oferuje programy takie jak International Business, Business Administration and Digital Management czy Service Management.
Bardzo popularnym wyborem jest również Aarhus University, gdzie można studiować m.in. Economics and Business Administration czy Data Science. Osoby zainteresowane kierunkami technicznymi często wybierają Technical University of Denmark, znaną z programów inżynierskich i technologicznych.
Warto jednak pamiętać, że uczelni w Danii jest więcej, a oferta kierunków w języku angielskim jest naprawdę szeroka – dlatego przed aplikacją dobrze jest dokładnie sprawdzić program studiów i syllabus, żeby upewnić się, że odpowiada naszym zainteresowaniom.
Dania – tak czy nie?
Przeprowadzka do Danii była dla mnie ogromną zmianą – nowy kraj, nowy system edukacji i zupełnie inne podejście do życia.
Dania na pewno nie należy do najtańszych, ale daje coś bardzo cennego: spokój, poczucie bezpieczeństwa i system, który naprawdę działa.
Patrząc z perspektywy czasu wiem jedno – była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
Może Ci się spodobać
Duke University – Love Not at First Sight?
Jak (nie) dostać się na Harvard?
